Hesh Orange Peel Powder - czyli o tym jak zostałam rosołkiem


Hesh Orange Peel Powder zawiera wyłącznie naturalny proszek ze skórek pomarańczy, bez żadnych innych dodatków zapachowych, konserwantów, barwników czy zagęszczaczy. Produkt nie zawiera zanieczyszczeń, które mogą znajdować się w nie oryginalnych proszkach. 
Należy używać go po wymieszaniu z wodą lub mlekiem jako maseczki na twarz, ciało lub włosy. 
Uderzająca dawka naturalnej witaminy C zawartej w pomarańczach to prawdziwy zastrzyk energii. Sprzyja ona wytwarzaniu kolagenu warunkującego zdrowie skóry poprzez podtrzymanie sił obronnych organizmu w walce z bakteriami czy grzybami. Kolagen jest także przeciwutleniaczem zwalczającym wolne rodniki - jedną z przyczyn starzenia się skóry.  
Maseczka na twarz lub ciało wykonana z proszku Orange Peel Powder ma naturalne właściwości ściągające i tonizujące skóre, świetnie oczyszcza pory i ujędrnia skórę. Dzięki temu następuje również poprawa mikrokrążenia, a więc usprawniony zostaje transport tlenu i substancji odżywczych do komórek oraz odprowadzanie toksyn i szkodliwych odpadów przemiany materii Z komórek na zewnątrz. 
Przy regularnym stosowaniu Orange Peel Powder jest nieocenionym sprzymierzeńcem w walce z trądzikiem i jego pozostałościami oraz przebarwieniami skóry (w tym tzw. starczymi plamami na twarzy, dekolcie i dłoniach). 
Maseczka nałożona na włosy doda im blasku, ułatwi układanie oraz sprawi, że będą wyjątkowo miękkie i przyjemne w dotyku. 
Sposób użycia: 
Odpowiednią ilość proszku wymieszać z wodą (dla cery tłustej) lub mlekiem (dla cery suchej) tak, by otrzymać konsystencję gęstej pasty. Nałożyć na twarz (lub skórę głowy i włosy) na około 20 minut. Po wyschnięciu zmyć dokładnie ciepłą wodą. Włosy umyć szamponem. Na zakończenie opłukać zimną wodą.
Skład: 100% Orange Peel Powder (Citrus Aurantium)




Maseczkę otrzymałam od sklepu Magiczne Indie.
Powiem szczerze, że dość długo zwlekałam z jej użyciem. W końcu wizja twarzy pachnącej pomarańczą wygrała. Otwieram pudełko, wyciągam folię z jakimś piaskiem w środku, rozcinam woreczek i... przestroga dla wszystkich wielbicieli cytrusowych zapachów - ten proszek nie ma nic wspólnego z pomarańczą, zresztą zapach nie przypomina żadnego owocu. Chyba, że rosół i maggi to coś, co kojarzy się Wam z pomarańczą :P. Dlatego też po wysypaniu niewielkiej ilości do miseczki, miałam ochotę wsypać to z powrotem do woreczka i rzucić w kąt, ale przypomniałam sobie poprzednią maskę do włosów tej firmy i to, że mimo smrodu działała super. Więc ostatecznie nałożyłam tę "pomarańczę" na twarz i z rozczarowaniem stwierdziłam, że wyglądam jakbym wysmarowała się kupą, a w dodatku śmierdziałam. Ba! Nie tylko ja śmierdziałam! Smród rozniósł się po całym domu. Po około 20minutach maseczka zastygła, zadowolona ją zmyłam, niestety nie mogłam o niej zapomnieć. Zapach utrzymywał się na mojej twarzy przez najbliższe godziny. Zresztą nie tylko na twarzy. Prawie 2godzziny później mama wróciła do domu i na wejściu spytała się co tak śmierdzi.
Nie ukrywam, że z kolejną próbą nałożenia zwlekałam jeszcze bardziej ;p. Nadszedł dzień, kiedy to stwierdziłam "dobra, dziś nie wychodzę z domu, mogę śmierdzieć". Znów ta sama procedura, proszek mieszałam z wodą. Po kilku aplikacjach pomyślałam, że jestem w stanie wytrzymać ten zapach, jeśli zawsze będę uzyskiwać takie efekty. No właśnie - co z działaniem? Mega wielki pozytyw! Zaczerwienienia znikają, stany zapalne się zmniejszają, wypryski również znikają szybciej, skóra jest miękka, oczyszczona i miła w dotyku (tylko nie wąchaj, bo inaczej zepsujesz efekt :D). Zdecydowanie po regularnym używaniu na twarzy pojawia się mniej niespodzianek. Jako, że moja cera jest mieszana, to spróbowałam też wersję z mlekiem, niestety to była katastrofa. Na włosy jednak nie odważyłam się jej nałożyć. Zapomniałabym! Jest mega wydajna. 
Reasumując - jestem jak najbardziej na tak i chętnie poznam się z innymi produktami tej marki.
A Wy, pamiętajcie, by nie używać tej maseczki w dzień jakiegoś spotkania. No chyba, że uznacie za urocze to, że Wasz wybranek będzie się do Was zwracał "rosołku" :) 
 
 

13 komentarzy:

  1. Gdyby nie zapach to byłby ideał ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie użyłabym skoro śmierdzi

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się cieszę że mnie uprzedziłaś przed zapachem tej maseczki, pamiętam jak tylko otworzyłam to od razu wywaliłam ją do kosza bo mi niedobrze było :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię te pudrowe produkty Hesh :) ja akurat miałam Amlę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem wrażliwa na zapachy, wiec nie dla mnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej :D nienawidzę rosołu, chyba nie zniosłabym tego zapachu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam kiedyś fazę wielkiej fascynacji kosmetykami Hesh, kupowałam i testowałam je po kolei, ale na ten chyba nie trafiłam.
    Niestety zapach trochę nie w moim guście, ale daję radę z kozieradką, kocanką i tamanu, które też mają zapachy w rodzaju "wędzone mięso", "stary parmezan", itp. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, mogłoby być fajnie :P Gdybym straciła węch :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda że zapach taki nie fajny skoro działanie takie fajne.

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze, jest mi bardzo miło!