syryjski krem do włosów z glinką beloun

Ta krótka przerwa w pisaniu postów, odwiedzaniu Waszych blogów spowodowana była śmiercią bliskiej mi osoby... jednak trzeba wziąć się w garść i żyć dalej... 
Przygotowałam na dzisiaj recenzję kremu do włosów, wobec którego miałam wysokie oczekiwania.



Glinka beloun pochodzi z terenów obecnej Syrii i Maroka. To odmiana glinki czerwonej, mającej ogromne zastosowanie w kosmetyce, pielęgnacji skóry tłustej, zanieczyszczonej, z problemami.
Arabowie docenili ten naturalny kosmetyk, ponieważ jest on bogaty w magnez, wapń i krzem. Dodatkowo, regularne stosowanie glinki beloun pozwala oczyścić skórę i włosy z toksyn.

Więcej TU.



Moja opinia:
Jeśli chodzi o "wydobywanie" produktu, to zdecydowany minus za opakowanie - nie przepadam za takimi rozwiązaniami, bo pod prysznicem, maczając w pudełku paluchy, dostaje się tam woda. Natomiast, podoba mi się kontrolowanie ilości kremu pozostającego w pudełku oraz to, że bez problemu możemy zużyć całość produktu - dopiero jakiś czas temu zaczęłam rozcinać opakowania, tubki itp. Dzisiejsza sytuacja, ulubiony podkład z Celii (recenzja) "skończył się" już daaaaawno, dawno. Oczywiście zostawiłam go na półce z kosmetykami, bo przecież może kiedyś uda mi się jeszcze wycisnąć troszeczkę. Udało się - na pół policzka. Złapałam za nóż i rozcięłam tubkę, jakie było moje zdziwienie, gdy na ściankach znalazłam tyle podkładu, że starczy mi go jeszcze na jakieś 5 użyć! Ale wracając do kremu... :) Na stronie producenta widnieje napis bardzo przyjemny, delikatny zapach. Serio? Bo jak dla mnie jest to śmierdzący, mydlany i bardzo mocny aromat. Utrzymuje się on dość długo na włosach (szkoda, że bananowy Kallos już nie).  Kremu jest malutko, tylko 150ml. Moje włosy nie są długie, więc ubyła mi tylko połowa kremu.
Przejdźmy do działania. Liczyłam na lśniące włosy - zaliczone! Błyszczą się pięknie w świetle. Kiedy trzymałam go na włosach maksymalnie 5minut, efekt był całkiem znośny. Włosy błyszczące, miękkie, delikatne, łatwe rozczesywanie. Jeśli stosowałam się do etykiety i chodziłam z kremem na włosach 10-15 minut, efekt nie był już taki zadowalający. Niestety miałam wrażenie, że im dłużej produkt przebywał na moich włosach, tym większy puch powstawał na mojej głowie. Co jakiś czas prostuję włosy - niestety po wyschnięciu ciężko było mi je zdyscyplinować.
Zapomniałabym! Krem faktycznie delikatnie dodaje objętości. Efekt ten bardzo mi się spodobał!
Reasumując, użyję go jeszcze kilka razy, ale nie jest to krem, który wpisał się w listę moich ulubieńców. Jednak sklep w swojej ofercie ma mnóstwo innych kosmetyków, które mnie zaciekawiły. Sprawdźcie sami! KLIK

14 komentarzy:

  1. Ja sobie nie wyobrażam, nie rozciąć tubki : ) a co do kremu raczej go nie kupie, bo jest o wiele wiecej fajnych produktów : )

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znam tego produktu, ale jakoś szczególnie mnie nie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię produkty z glinką :),

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi przykro :(
    Kremu niestety nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam tego specyfiku, ale jestem ciekawa każdej takiej nowości (dla mnie) do włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja nie mialam jeszcze kremu do włosów;]

    OdpowiedzUsuń
  7. dla mnie to kompletna nowość :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam tego kosmetyku i raczej nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Współczuję straty bliskiej osoby...
    Chciałabym przetestować ten krem do włosów :)
    Tubki od zawsze rozcinam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. pierwszy raz widzę ten krem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo interesujące kosmetyki wynajdujesz :-).

    OdpowiedzUsuń
  12. świetnie że krem się u Ciebie sprawdził. bardzo mi przykro, że spotkało Cię wiele przykrości przez śmierć bliskiej osoby

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuję Ci :( Pierwszy raz się z nim spotykam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. fajny pomysl na krem..mam czerwona glinke w domu moze cos sama skombinuje:)milo tu u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze, jest mi bardzo miło!