złoto maroka


To już kolejna buteleczka oleju arganowego w mojej pielęgnacji. O wcześniejszych spostrzeżeniach możecie przeczytać TU. Tym razem padło na firmę e-fiore.

Wydawać by się mogło, że nie powinno ich nic różnić, jednak olej olejowi nie równy. Pierwsza, wyczuwalna różnica - zapach. Złoto Maroka od e-fiore śmierdzi. Poważnie, kupa. Już dosyć dawno czytałam o przypadkach, kiedy kozy wydalają owoce, które są bardzo cenne, więc wydobywa się je z kału. Po otwarciu buteleczki od Manufaktury aptecznej, uspokoiłam się, żadnego zapachu, a tym bardziej smrodku. Natomiast po otwarciu olejku od e-fiore do mojego nosa dotarł nieprzyjemny zapach... Godzinę po olejowaniu włosów wciąż go czułam, a przed oczami miałam latające kupy. Na szczęście nie stracił swoich właściwości, także nie zaprzestałam używania. Aplikowałam go wyłącznie na włosy, które uwielbiają argan. Trzymałam go minimum 2h, czasem całą noc. Łatwo się zmywał, po którymś razie przyzwyczaiłam się do smrodku. Po zabiegach włosy były nawilżone, odżywione, błyszczące, delikatne i miękkie. Jestem jak najbardziej na tak. Zauważyłam też delikatne przyśpieszenie wzrostu. 

Więcej o olejku możecie poczytać TU.






























Miałyście już olej arganowy? A może polecacie inne? Chętnie wypróbowałabym kokosowy. 

3 komentarze:

  1. Że względu na zapaszek podziękuję :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście mój olejek nie śmierdzi bo bym się zraziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten smród to prawdziwy zapach olejku arganowego, niestety pachnące olejki arganowe swój zapach zawdzięczają domieszką olejków zapachowych itp. :-)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze, jest mi bardzo miło!