żel-peeling myjący under twenty, zapomniany muzyczny piątek

standardowo, nie byłam dobrze nastawiona do tego produktu. na spotkaniu blogerek dostałyśmy go w zestawie z punktowym żelem. Nie miałam wielkich problemów z wypryskami od kiedy używałam kremu z Make Me Bio, ale ważność się skończyła i krem przestał działać i znów mnie wysypało. Na szczęście dałam szansę peelingowi od Under20. Producent pisze, że nie nadaje się do skóry suchej. Trochę się tego bałam, ale dobrze, że przeczytałam to po którymś użyciu. Nie wysuszył mi skóry, a po wieczornym peelingu, twarz nawilżałam dopiero rano. Dobrze oczyszczał, a w połączeniu z punktowym żelem sprawował się na piątkę. Ograniczył wysyp na mojej twarzy, jednak nie pozbył się problemu całkowicie, ale tego nie oczekiwałam. Żel ładnie wygładza i ma całkiem znośny zapach. Jest bardzo, bardzo wydajny.



- ścięłam włosy!


- trochę zapomniałam o muzycznych piątkach:

your hands are on my hips
your name is on my lips

5 komentarzy:

  1. Ja jakoś nie przepadam za Under20, wydają mi się takie nastolatkowe i ze słabo działają, ale może kiedyś spróbuję dać im kolejną szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie, że Ci się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To zdjęcie w poście jest mrał : D
    Swoją drogą nawet polubiłam ten żel, jednak peeling morelowy Soraya sprawdził się u mnie lepiej. Chyba będę dalej szukać peelingu idealnego.

    OdpowiedzUsuń
  4. będąc nastolatką używałam kosmetyków z tej serii

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedys jako mloda siksa stosowalam ta linię,teraz obawiam sie ze nie bylaby dla mnie wystarczajaca.
    choc nie raz mam ochotę do niej wrocic

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze, jest mi bardzo miło!