szampon restrukturyzujący re.idra

na spotkaniu blogerek otrzymałam od sklepu jalyd szampon oraz scrub do skalpu firmy re.idra. dzisiaj przychodzę do Was z recenzją szamponu restrukturyzującego, zaczęłam go używać zaraz po spotkaniu i w tej chwili zostało mi na około dwa mycia. na etykiecie nie ma nic po polsku. o szamponie możecie przeczytać TU.  zapach jest nietypowy, ale bardzo mi się spodobał. szampon należy nakładać na czyste, osuszone ręcznikiem włosy. piana, która się wytwarza jest bardzo przyjemna i delikatna!
podczas używania szamponu zauważyłam, że moje włosy stały się delikatniejsze, bardziej miękkie i odżywione, nie przetłuszczają mi się już tak bardzo i spokojnie mogę je myć co dwa dni :)

skład:
Aqua (Water), Sodium Myreth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Peg-18 Glyceryl Oleate/cocoate, Cocamide Dea, Propylene Glycol, Glycerin, Sodium Chloride, Robinia Pseudoacacia (Robinia Pseudoacacia Flower Extract) Extract, Panax Ginseng Extract (Panax Ginseng Root Extract), Mentha Piperita Extract [Menthapiperita (Peppermint) Leaf Extract], Cinnamomum Zeylanicum Extract (Cinnamomum Zeylanicum Bark Extract), Helianthus Annuss Seed Extract [Helianthus Annuss (Sunflower) seed Extract], Malva Sylvestris Extract [Malva Sylvestris (Mallow) Leaf Extract], Bambusa Vulgaris Sap Extract, Daucus Carota Extract [Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract], Saccharum Officinarum [Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract], Citrus Medica Vulgaris Fruit Extract, Disodium Cocoamphodiacetate, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Sodium Cocoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Parfum/fragnance, Peg/ppg-14/4 Dimethicone, Polyquaternium-10, Phenoxyethanol, Dmdm Hydantoin, Citric Acid, Peg-5 Cocomonium Methosulfate, Disodium Edta, Sodium Glutamate, Methylparaben, Ethylparaben, Linalool, Propylparaben, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Cocoyl Glutamate, Panthenol, Hydrolyzed Silk, Sodium Methylaparaben, Imidazolidinyl Urea, Keratin Amino Acids.




olej arganowy 100% od manufaktury aptecznej

przez ostatni okres czasu testowałam olej arganowy, który dostałam przy nawiązaniu współpracy z Manufakturą Apteczną








nakładałam go na suche włosy dwa razy w tygodniu pod czepek na minimum 2 godziny. wiem, że na etykiecie jest napisane, aby nakładać na mokre, osuszone ręcznikiem włosy, ale jest mi wygodniej na suche :)
olej nie ma zapachu, dopiero przy nakładaniu na włosy można lekko coś wyczuć, ale jest on delikatny, z czego bardzo się cieszę. włosy stały się bardziej błyszczące, lepiej się układały, były bardziej miękkie. podczas nakładania oleju na włosy, smarowałam też paznokcie. ich stan się odrobinę poprawił, nie rozdwajają się już tak bardzo. od czasu do czasu smarowałam się też olejkiem po twarzy, w szczególnie suchych miejscach, jednak nie zauważyłam zmian.
wydaje mi się, że olejowanie włosów po części wpłynęło na szybszy porost włosów, co mogłam zauważyć po odroście, zanim jeszcze pofarbowałam włosy.
w dalszym ciągu zostało mi sporo oleju, także moją przygodę z nim będę kontynuowała, mam nadzieję, że po kolejnym miesiącu efekty będą bardziej zauważalne, a jeśli coś się zmieni, to na pewno o tym napiszę :)

więcej o olejku możecie przeczytać TU

bloker z ziaji

wiem, że dawno mnie nie było, ale za dużo choruję, poza tym klasa maturalna, egzaminy etc... wesoło nie jest.
z moich brązowych włosów chciałam przejść na ciemny brąz (pokazywałam Wam kilka notek wcześniej), kupiłam farbę i... mam czarne. przyzwyczajam się.
dzisiaj chciałam Wam napisać o blokerze z ziaji





krótko i na temat
używałam go tak napisano na etykiecie, 2-3 dni na noc, później 1-2 razy w tygodni. aktualnie stosuję go raz na dwa tygodnie (jak sobie przypomnę ;p). przez ten czas nie uczulił mnie, nie podrażnił (jeśli go stosowałam, to minimum dwa dni po depilacji), raczej nie plamił ubrań, nie wysuszył. zapach ma całkiem przyjemny. co do działania, to jak na produkt, który kupiłam za ok.7zł to jestem bardzo zadowolona, zdecydowanie ograniczył pocenie i przykry zapach.
polecam go każdej z Was. z tego co czytałam na Waszych blogach, produkt potrafi wywołać nieprzyjemne swędzenie, podrażnienie, pieczenie, ja tego nie zaznałam i myślę, że to dzięki temu, że nie używałam do na skórę świeżo po depilacji.

make me bio, wrażenia po tygodniu stosowania kremu



od razu uprzedzam - opisuję tylko moje wrażenia po ponad tygodniu stosowania kremu!
organizując spotkanie blogerek korespondowałam z panem Bartkiem z make me bio i jednym z problemów był wybór kremu dla mnie. niestety mam przedziwną cerę i znalezienie odpowiedniego kremu graniczy z cudem. jednym z problemów były wypryski, które non stop wyskakiwały na mojej twarzy. Pan Bartek zaproponował mi krem do twarzy Beautiful Face, do skóry skłonnej do wyprysków. przeczytałam o nim dobre opinie więc postanowiłam spróbować. po spotkaniu prze jakieś parę dni leżał na półce. chodziłam do szkoły i bałam się, że jeśli go użyję pod makijaż, to w ciągu dnia coś stanie się z moją twarzą. na noc nie chciałam go używać, przestałam "nawilżać" twarz wieczorem, przez ten post bezkremowe noce. no i rozchorowałam się... siedziałam cały czas w domu i nie malowałam się. pomyślałam, że to dobry czas, by sprawdzić ten krem. używam go rano (teraz również i pod makijaż). przy pierwszych użyciach wydawało mi się, że pachnie znośnie, poza tym miałam zatkany nos, co zdecydowanie sprzyjało używaniu kremu... ;p. jest BARDZO wydajny, dosłownie. wystarczy tylko kawałek, by móc go rozsmarować na całej twarzy. no i kiedy minął mi katar (jak wyleczyć katar? KLIK), to niestety poczułam całkowicie zapach. nie znoszę go. ale czego się nie robi, dla piękna? no więc przechodząc do efektów... pewnie zastanawiacie się, co sprawiło, że postanowiłam napisać o kremie już po ponad tygodniu? moje czoło było skupiskiem wyprysków. może nie rzucały się one w oczy, ale przy dotykaniu można było poczuć nierówności, jakby archipelag wysepek ;p sama jestem tym zdziwiona, ale moje czoło jest już prawie w całości gładkie. jestem przekonana, że to zasługa właśnie tego kremu i w malutkim stopniu bezkremowych nocy. jedyną wadą w moim kremie jest jego ważność. niby 6 miesięcy od otwarcia, jednak widnieje też napis, że rok od daty produkcji, a ta data wypada niestety już w maju...  jednak już mogę powiedzieć, że zdecydowanie jest to mój hit i nawet zapach już mi nie przeszkadza tak bardzo, kiedy widzę efekty stosowania! mam nadzieję, że po dłuższym używaniu moje odczucia będą nadal takie same :)




i chwalę się też moją dawną wygraną na blogu www.zafrikooo.blogspot.com