włosy porażone prądem


jestem konsultantką Marizy, zaciekawiona nowymi dla mnie produktami, przy składaniu zamówienia postanowiłam kupić odżywkę do włosów, z racji tego, że moja już się kończyła, a tą i tak chciałam przetestować. jak się domyślacie, żałuję...

























zirytował mnie już sam fakt nakładania odżywki. konsystencja jest tak gęsta, że ciężko było mi ją wycisnąć. zresztą widać to na zdjęciu wyżej, buteleczka mogłaby tak stać dobre 5minut, może wtedy by coś skapnęło...  na włosach rozprowadzała się okropnie, musiałam jej sporo zużyć, brak który widać na ostatnim zdjęciu, to zużycie po trzech razach (ścianki i tak są umazane, a w środku jest jej mniej). trzymałam odżywkę zalecane 3-5 minut, spłukuję i co? gdzie mój efekt miękkich, gładkich, jedwabnych włosów? no gdzie? kolejna sprawa, odżywka powinna ułatwiać rozczesywanie i właśnie tego przede wszystkim oczekiwałam. i co? siano. no naprawdę takich problemów z rozczesaniem nie miałam jeszcze nigdy. co prawda rano, po obudzeniu włosy miałam miękkie i lekkie, ale związałam je w kitkę i nie zwróciłam uwagi, co się z nimi działo później. po ponad tygodniu postanowiłam dać jej drugą szansę, tym razem po umyciu nałożyłam jeszcze jedwab, rozczesały się, ale nadal bardzo opornie. co mi się spodobało? nie przetłuściła moich włosów i na drugi dzień nie musiałam ich myć ponownie. przyszedł czas na kolejną, trzecią szansę. tym razem najpierw nałożyłam odżywkę na mokre włosy, a później umyłam je szamponem. na szczęście były po tym mniej sianowate i rozczesywały się lepiej, ale... no właśnie, musi być jakieś ale. wcześniej związywałam włosy, teraz postanowiłam je rozpuścić i to był błąd. elektryzowały się niesamowicie. po prostu czułam się jakbym szła, a te włosy latały nade mną. nie dało się wytrzymać, zrobiłam warkocza. dotknęłam metalowej części w szkole w szatni i... delikatnie mówiąc, prąd mnie pieprznął! a moje włosy chyba się ucieszyły i wyleciały z tego warkocza i znów mogły żyć nade mną.
i tak, te elektryzowanie się pojawiło się dopiero po zastosowaniu odżywki.
czytałam na innych blogach, że ułatwia rozczesywanie, nadaje objętość. gdzie? może dostałam jakiś felerny okaz, ale na opakowaniu ważność do 06/2015...
no nic, jestem teraz tak uprzedzona do marizy, że chyba już nie będę nic zamawiać!

jutro idę do pracy do Sinsay. tylko na ten weekend, będę klipsować towar!

12 komentarzy:

  1. nienawidzę elektryzowania się włosów!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masakra z tą odżywką, hah totalna porażka. Też bym była zła.
    :]

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahaahha <3 jeszcze tak zabawnej historii nie słyszałam, naprawdę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, rozbawiła mnie Twoja recenzja! Szkoda, że ta odżywka okazała się takim bublem. Miłej pracy!;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio masz pecha do kosmetyków, ciągle trafiasz na buble :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie że nas ostrzegasz :)

    PS. Zapraszam do mnie na ROZDANIE, do wygrania Baby Lips Maybelline, eyeliner Rimmel oraz piaskowy lakier :)
    Wesołych świąt !

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakaś dziwna ta odżywka :p Ja u swoich włosów zauważyłam za to, że mi ostatnio strasznie "piją" odżywki :P

    OdpowiedzUsuń
  8. elektryzowanie jest masakryczne !

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam kiedyś tą odżywkę :
    Zapraszam do mnie, jeśli ci się spodoba zaobserwuj !
    http://darka-blogg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze, jest mi bardzo miło!