avon mega effects mascara, czyli dziwaczek


tusz, który już pewnie każda z Was zna, dostałam go od Kamili z czego bardzo się ucieszyłam. uwielbiam tusze do rzęs i nie potrafię zostać przy jednym, zawsze mam ich kilka i gdy tylko mogę, kupuję nowe. szczerze, trochę mi było szkoda na niego pieniędzy i nie wiedziałam, jakbym miała się takim czymś pomalować, no ale mam go :D. używam go od końca września i tak jak na początku byłam nim zachwycona, teraz coraz mniej chętnie do niego podchodzę. nie wiem, może to przez to, że otworzyłam inne tusze :D.
pierwsze co mnie zdziwiło, gdy miałam go w rękach? malutki! macie porównanie do wacika:


później irytacja... trochę się namęczyłam, zanim go wyciągnęłam! uff, dałam radę. maluję, maluję i podziwiam :D. no takie piękne rzęsy! cudowne!
szkoda, że były takie cudowne tylko wtedy, kiedy same z siebie się jakoś układały, a niestety mam takie rzęsy, że jak się wywiną na boki, to za chiny ich nie ułożę na miejsce. i wtedy tusz sklejał mi je niesamowicie. już nie wspominając o tym, że pomalowanie się bez wyjeżdżania, to cud. no, ale i tak go lubię :D.
tylko, że no... nie kupię kolejnego opakowania, jeszcze tyle tuszy do przetestowania :D

 dwie warstwy



micelek od Dermedic + kilka nowości


zapraszam Was do zakładki sprzedaż/wymiana, dodałam nowe kosmetyki.
przypominam również o rozdaniu, które trwa do 20.11 i nie będzie już przedłużane, jest to termin ostateczny.


dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o płynie micelarnym z Dermedic. zanim rozpoczęłam swoją przygodę z blogowaniem, próbowałam wielu płynów, mleczek do demakijażu, wszystkie niestety podrażniały moje oczy i poddałam się. jedynym wyjściem dla mnie było zmywanie tuszu do rzęs kremem nivea. bardzo długo go używałam, aż w końcu zaczęłam trafiać na pochlebne recenzje micela z Biedronki, postanowiłam zaryzykować i cieszę się z tego. na spotkaniu blogerek od firmy Dermedic otrzymałyśmy ich płyn micelarny.


trochę się obawiałam, pamiętając przygody z innymi specyfikami, ale przełamałam się. zapach zupełnie mi nie odpowiada, ale uznałam, że da się do niego przyzwyczaić. używałam go przez jakiś czas i byłam pozytywnie zaskoczona jak dobrze zmywa. jednak na weekend pojechałam do chłopaka. nadszedł wieczór, zmywam makijaż i klapa. kiedy testowałam go w domu używałam tuszu z Maybelline na przemian z dziwaczkiem z Avonu. nie wiem czy przez inne oświetlenie, czy też może bardziej się przyjrzałam swoim oczom... no, ale nie, nie przesadzajmy, takie coś, to bym zobaczyła nawet po ciemku. oczy miałam dosłownie jak panda. nie mogłam ich zmyć do końca, myślałam, że tylko pumeks mi pomoże. i tak oto męczyłam się przez cały weekend. dla pewności jeszcze raz próbowałam zobaczyć jak radzi sobie u mnie w domu, no i nic się nie zmieniło. byłam pandą nadal. nie mam pojęcia dlaczego tak się stało.
dodatkowo, zanim kupiłam podkład Revlona, czytałam, że ciężko go zmyć, rzeczywiście, potwierdzam. micelem z Dermedic musiałam się trochę natrzeć i myślałam, że zmyłam wszystko. miałam jeszcze resztki micelka z Biedronki i postanowiłam sprawdzić jak on sobie poradzi, ku mojemu zdziwieniu na płatku, na który wylałam Be Beauty znalazło się jeszcze więcej podkładu nawet po uprzednim zmyciu tego samego policzka płynem Dermedic.

do moich zapasów kosmetycznych wpadły ostatnio:
żele z original source doszły z lekkim opóźnieniem na spotkanie blogerek, po wojnie z jedną organizatorką, która nadal trwa...
z żeli pod prysznic zostawiłam tylko żółty, który pachnie jak mamba cytrynowa :). 
pomarańczowy z ostrym imbirem śmierdział niesamowicie - wzięła go siostra.
miętowy z orzechami - pachniał ślicznie, ale zdecydowanie nie nadawał się do mycia - wzięła druga siostra.

o masce nawadniającej do skóry suchej


od dłuższego czasu zmagam się z suchymi skórkami na czole i nosie. kremy nawilżające, które używałam nie pomagały. na spotkaniu blogerek jako organizatorka dodatkowo od Dermedic otrzymałam maskę nawadniającą. leżała na półce w łazience i czekała na swoją kolej. pewnego wieczoru postanowiłam ją wypróbować, ale się nie polubiłyśmy. z jakiegoś powodu mnie wysypało. teraz, podczas używania podkładu z Revlonu, suche skórki stały się widoczniejsze, więc zrobiłam peeling Balei i złapałam tą maskę. zapach? taki sam jak w micelku, ale nieco delikatniejszy, co mnie cieszy, bo nie szczególnie przypadł mi do gustu. konsystencja jak w rzadkim kremie. przy nałożeniu niezbyt cienkiej warstwy po 20 minutach znacząca ilość wchłania się. pozostałości ścierałam płatkiem kosmetycznym. po zabiegu skóra twarzy była delikatna, można było w wysokim stopniu odczuć nawilżenie. maskę nakładałam na wieczór po kąpieli, rano nadal cera była nawilżona, nawodniona i po suchych skórkach nie było ani śladu. efekt ten trzyma się do 2-3 dni, przy dodatkowym użyciu kremów pod podkład. osobiście jest to jedna z lepszych masek jakie miałam i bardzo się cieszę, że dałam jej kolejną szansę.





dodałam trzy produkty do zakładki sprzedaż/wymiana
(jeżeli nie przeszkadza Wam, że 2 z nich były używane, mogę dołożyć wszystkie do rozdania :))



pozdrawiam :*

drożdżowa maseczka do włosów Babci Agafii

po wielu pozytywnych opiniach na temat drożdżowej maseczki na porost włosów Babci Agafii postanowiłam ją zakupić. trochę się bałam, gdyż nie lubię zapachu drożdży, jednak zaskoczyłam się pozytywnie, ma delikatną i przyjemną woń.
kupiłam ją na triny.pl i stamtąd pozwolę sobie skopiować dokładny jej opis:


jak do wszystkich kosmetyków, które kupuję mam za wysokie oczekiwania, powinnam to zmienić...
maskę nakładałam co drugie mycie (co drugi dzień) z zmianę z odżywką Head&schoulders. nie wiem czy przyspieszyły wzrost, obcięłam włosy i tak, jednak nad czołem pojawiły się tzw. baby hair, ale chyba tylko tam. o wypadaniu niestety też nie powiem za dużo - przez jakiś czas używałam do niej szampon z GP, także... no, a kiedy przestałam go używać, to faktycznie wypada ich mniej, ale nie jestem pewna czy to nie przez to, że sporo zniszczonych ścięłam. co mi się podobało? przyzwyczaiłam się do tego zapachu! smutno mi, kiedy wczoraj zostało mi jej trochę tylko na dnie, na jeszcze jeden raz. po zmywaniu jej włosy były mięciutkie, łatwo się rozczesywały, a po wyschnięciu pięknie lśniły i pachniały. niestety moje włosy bardzo reagują na zimno, powietrze itd, dlatego ten efekt nie utrzymywał się długo. myślę, że gdybym stosowała ją jeszcze dłużej, efekty byłyby zadowalające. wydaje mi się, że dzięki niej moje włosy się również trochę wygładziły, mniej puszyły i elektryzowały, co jest duuużym plusem. żałuję, że tak szybko mi się skończyła, ale teraz czeka mnie test maski z pilomaxu.